Jako entuzjasta technologii zawsze podczas tradycyjnych momentów wymiany telefonu komórkowego na nowy starałem się wybierać modele nowoczesne, obsadzone wyjątkowymi funkcjonalnościami. Pamiętam, że już ponad 10 lat temu operatorzy wabili takich jak ja obietnicą mobilnego internetu w komórce. Przez te wszystkie lata przewijały się słowa-klucze obrazujące, że ten internet już jest - najpierw WAP, później "szybki" GPRS, "szybszy" EDGE, "pełne" przeglądarki internetowe, a teraz 3G. I tak przez dekadę producenci telefonów komórkowych do spółki z operatorami rżnęli klientów niespełnionymi obietnicami i mieli gdzieś innowacje. Patrząc na sposób korzystania np. z Nokii 3310 w roku 2000 i Nokii ***0 (strasznie denerwująca ta numeracja ich modeli, pogubiłem się gdzieś w okolicach roku 2003) w roku 2009/2010 można zaryzykować stwierdzenie, że główną różnicą jest kolorowy ekran i ikonki zamiast tekstowego menu telefonu. Kiedy przypomnę sobie oferowany kilka lat temu przez sieć Idea (aktualny Orange) internet przenośny działający w oparciu o modem GPRS wpinany do laptopa, to do dziś mnie krew zalewa. Zerowa stabilność i żałosna prędkość (wielokrotnie niższa niż teoretycznie wyciągalna z tej technologii) oznaczały w praktyce, że urządzenie to nie nadawało się do niczego. Oczywiście wszem i wobec głoszono nadejście pod tą postacią mobilnego internetu. W swych telefonicznych eksperymentach miałem również dłuższą przygodę z dzieckiem nieczystego związku telefonu i palmtopa - palmofonem. Jedną z jego cech, które mnie skusiły była obietnica pełnej przeglądarki internetowej, niestety Internet Explorer. Siermiężność tego narzędzia i brak obsługi podstawowych technologii webowych spowodowały, że skorzystałem z niego może z 10 razy, głośno przy tym przeklinając. A ty czytelniku? Jak często wykorzystywałeś(-aś) rewolucyjne internetowe możliwości swoich kolejnych telefonów, które były często podstawą ich promocji?
Szybki przeskok do roku 2007, w którym światło dzienne ujrzał iPhone - telefon wywracający do góry nogami utarte zasady rynku mobilnego. Telefon firmy Apple od początku jest namiastką komputera, funkcja rozmów telefonicznych w nim jednym z wielu, równie ważnych elementów. Jaki jest tego efekt? Dzisiaj mój iPhone stanowi mój kalendarz, bieżącą listę zadań, centrum prostej rozrywki na momenty, w których wcześniej bezczynnie czekałbym na coś oraz po raz pierwszy jest urządzeniem, które spełnia obietnicę sprzed dekady i rzeczywiście nadaje się do korzystania z internetu. I to jak!!! Korzystanie z internetu w komórce jest teraz naturalne dla mnie i dla wielu znajomych, którzy też mają iPhone. Nieprzepadający za produktami firmy Apple mogą w to miejsce wstawić telefony korzystające z systemu Android, bo Google przy jego pomocy też napędza spiralę innowacji. Na lodzie w tym wyścigu zostały firmy od lat dominujące rynek telefonów komórkowych. Wciąż sprzedają miliony sztuk swoich standardowych telefonów, ale zyski szybko się kurczą a rynki finansowe pokazują coraz mniejszą wiarę w ich przyszłe losy. To jednak problem prezesów, co z tego wszystkiego ma ktoś taki jak ja?
Zacznijmy od mojego spojrzenia jako osoby, która zajmuje się tworzeniem serwisów internetowych. Rynek komputerowy jest od wielu lat dosyć mocno podzielony w kwestii zaawansowania przeglądarek internetowych. Z jednej strony mamy nowoczesne przeglądarki takie jak Safari, czy Chrome, nieco za nimi trochę już otyłego Firefoxa, a z drugiej takiego dinozaura jak Internet Explorer 6, który od dziewięciu lat spędza sen z powiek osobom przygotowującym strony internetowe i jest już takim problemem, że Microsoft sam reklamuje nowszą wersję swojej darmowej przeglądarki, żeby IE6 w końcu zdechł, bo hamuje postęp w rozwoju aplikacji webowych.
Paradoksalnie iPhone i telefony z Androidem mają przeglądarki oparte o te dwie najbardziej zaawansowane przeglądarki komputerowe. Doprowadziło to do zabawnej sytuacji, w której tworząc zaawansowany serwis internetowy łatwiej jest go przygotować na komórki - urządzeń, na których trzy lata temu nikt o zdrowych zmysłach nie korzystał z internetu. Co więcej, prognozy na najbliższe lata wskazują, że za kilka lat użytkowników internetu poprzez nowoczesne telefony komórkowe będzie więcej niż korzystających z komputerów!
Znaczenie toczących się po cichu zmian dla korzystających z internetu jeszcze lepiej obrazuje iPad. Po pierwszym kontakcie z tym urządzeniem mieliśmy w biurze ciekawą dyskusję na temat jego perspektyw. Zgodziliśmy się, że my swoich laptopów nie odwiesimy z jego powodu na haczyk - za dużo korzystamy z klawiatury i zbyt ograniczone jest dla nas oprogramowanie dostępne na iPad. Zwróciliśmy jednak uwagę na to, że mały format urządzenia w połączeniu z solidnym czasem pracy na baterii znakomicie nadaje się do oglądania filmów, czytania e-książek, czy przeglądania internetu. Prawdziwą siłę iPada widzimy zupełnie gdzie indziej - rozwiązuje on z miejsca wszystkie problemy jakie z obsługą komputera mają nasi rodzice, czy też nasi rówieśnicy z nieco mniejszym doświadczeniem w korzystaniu z nowoczesnej technologii. Żadnych problemów ze sterownikami, z plikami, które nie wiadomo gdzie się zapisały, koniec zastanawiania się, czy kliknąć lewym, czy prawym przyciskiem myszy, brak możliwości ściągnięcia sobie wirusa udającego program antywirusowy... katharsis! Tacy ludzie rzucą w diabły swoje nic niewarte laptopy z hipermarketu i w końcu bez stresu, w pełni będą mogli zacząć korzystać z dobrodziejstw internetu, które wielu z nas traktuje jako coś naturalnego, a dla nich jest to wciąż mroczna szafa pełna niebezpieczeństw. To właśnie tacy ludzie napędzą dynamiczny rozwój internetu w najbliższych latach, stawiając pierwsze kroki w internetowych zakupach, odbierając reklamy emitowane na stronach. Wszyscy oni będą korzystać z telefonu lub urządzeń wielkości iPada, obsługiwanych dotykiem, korzystających z wiedzy o lokalizacji i innych funkcji, które są standardem w nowoczesnych urządzeniach mobilnych, ale nigdy nie zagoszczą na poważnie w rozdrobnionych pod względem możliwości komputerach, gdzie każdy producent przycina koszty i oferuje klientom akceptowalne minimum możliwości.
Wszystkie te trendy są w Polsce widoczne z pewnym opóźnieniem i w mniejszej skali niż w przodujących pod tym względem krajach takich jak USA, czy Wielka Brytania. W tych krajach iPhone stanowi trzecią pod względem popularności platformę służącą do korzystania z internetu. iPad i iPod Touch są na miejscach 4-5, a niewiele za nimi są telefony z systemem Android. Będzie ich coraz więcej. Najwyższy czas zastanowić się nad strategią docierania ze swoją ofertą do klientów mobilnych. Firmy, które ten czas prześpią mogą obudzić się w nowym świecie, w którym bycie liderem wśród klientów korzystających z komputerem nie wystarcza do bycia znaczącym graczem na pełnym rynku internetowym. Właśnie ta perspektywa spowodowała, że rozpoczęliśmy kilka miesięcy temu prace nad zubibu - serwisem umożliwiającym uruchomienie sklepom internetowym sprzedaży klientom mobilnym przy minimalnym wysiłku. Każdy zarządzający internetowym biznesem powinien zadbać o przygotowanie strategii rozwoju swojego biznesu w dobie tych rewolucyjnych zmian, których aktualnie jesteśmy świadkami.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

IE6 żyje, bo Windows XP żyje. Jak uśmiercą tego drugiego to i IE6 zniknie. Problem w tym, że kupa ludzi ma kilo soft-u, którego nikt nie ma nawet w najśmielszych planach przystosowywać do innej wersji Windows-a.
OdpowiedzUsuń